Cześć, to ja!

Cześć, to ja, Wiktor:) Urodziłem się 2 września 2014 roku w Głogowie, ważąc 4220g i mierząc 58cm. Chłop jak dąb,  jak to mówią. Mam cudowną siostrzyczkę Hanię i to ona wybrała dla mnie to zwycięskie imię. Rodziców też trafiłem jak na loterii, o dziadkach i pradziadkach nie wspominając. Jestem strasznym pieszczochem. Uwielbiam być całowany po szyjce i  stópkach. Potrafię uśmiechnąć się tak, że najwięksi twardziele wymiękają.
Mam tylko jedną wadę. Wadę krwi.
Gdy byłem w brzuchu mamy, a także przez pierwsze trzy miesiące życia, nic nie wskazywało, że wywinę taki numer. Ale słowo daję, nie mam z tym nic wspólnego! Prawidłowo przybierałem na wadze, jadłem mamine mleczko i rosłem w siłę. W pierwszych tygodniach męczyły mnie straszne kolki i wieczorami potrafiłem dać nieźle czadu. Ale jak to mówią "ten typ tak ma". Rosłem, ból brzuszka powoli ustępował, a na twarzy coraz częściej gościł uśmiech. Aż nadszedł grudzień. Coś, gdzieś zaczęło mi znów doskwierać. Wszystko można było zgonić na zapalenie oskrzelików. Moje zachowanie zaniepokoiło jednak  mamę, choć nawet ona się nie spodziewała, że sprawa jest aż tak poważna. 
27ego grudnia 2014 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną. Od tego czasu walczę najdzielniej jak potrafię. Przysporzyłem rodzicom już trochę siwych włosów, ale gdy tylko czuję się lepiej, odwdzięczam się im za to oceanem miłości.

Bloga piszę sam, z niewielką, maciupenieczką, ciupusieńką pomocą mamy. Nie znam się na medycynie, więc nie traktujcie tego miejsca jako wyrocznię. To moje subiektywne odczucia tego co się dzieje, podparte minimalną wiedzą, zdobytą potrzebą chwili. Chociażbym chciał, nie zostanę z dnia na dzień lekarzem. Być może czasem źle coś odbieram, być może czasem coś nie tak zrozumiem, być może kogoś niesprawiedliwie tu ocenię.  Przedstawiam wszystko tak jak  pojmuje mój mały wielki rozumek i jak dyktuje mi moje serduszko. 
To MOJA walka o życie, MOJE cierpienie i MOJE uczucia.
Wierzę, że wygram tę nierówną walkę, ale przede mną jeszcze dłuuuuuuuuuga droga. Dziś jest super, a jutro tuż za rogiem, może czaić się na mnie kostucha z kosą na dwa metry. Co by się nie działo, nie martwcie się. Szybko przebieram nóżkami, więc jej ucieknę. A że w międzyczasie napędzę wszystkim niezłego stracha...:)

Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i za wszystko  co dla mnie robicie. Jesteście niesamowici!!!
Dzięki Wam wiem, że świat nie jest zły. Dzięki Wam chce mi się żyć. Dzięki Wam WALCZĘ!

4 komentarze:

  1. Ślicznotku kochany WYGRASZ tą WALKĘ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spóźnione wszystkiego najlepszego! Trzymaj się! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Wiktor, też mam w domu takiego słodziaka jak Ty, tylko młodszego o mniej więcej rok. Wpadłam tu do Ciebie na chwilę i muszę przyznać, że fantastyczny z Ciebie chłopak! I przystojny, że o rany. ;) Rośnij dalej taki piękny, ale może choć trochę jednak zdrowszy, żeby było Ci raźniej na co dzień. Kibicuję Ci brzdącu! O przepraszam, powinno być: kibicuję Ci ZWYCIĘZCO, w końcu nie byle brzdąc z Ciebie. ;)
    Drodzy Rodzice, napiszę Wam dwie rzeczy. Jedna jest chyba dość obrzydliwa - po zapoznaniu się z Waszą historią czuję wyraźnie, że nie jestem wielkim człowiekiem, bo pierwsze o czym pomyślałam, to wdzięczność, że mój syn jest zdrowy, a zaraz potem paniczny strach, że mogłoby się to zmienić. Kaszel? Kaszel pierwsza oznaką? To zbyt banalne,zbyt okrutne, żeby tak wyglądała prawda. Dziękuję za lekcję pokory dla mnie samej.Tak, za dużo we mnie egoizmu. Druga rzecz - jeśli Wiktor i Wasza rodzina nie jesteście bohaterami, to nie wiem kto miałby zaslugiwać na to miano. Gdy macie tak wiele trudnych chwil za soba, życzę Wam drogi wiodącej tylko ku lepszemu. Będę pamiętać o Was w modlitwie i już dziś mobilizuję męża, żeby w końcu zarejestrował się jako dawca szpiku (suszę mu o to głowę od czasu do czasu, a on zapomina. Koniec z tym kochasiu!). Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak takie male dziecko moze prowadzic bloga?Ludzie zastanowcie sie i wezcie sie za rodzicow zamiast pisac do malucha.

    OdpowiedzUsuń